Cały czas siedziałam przy Mattcie, był nieprzytomny. Odkąd tu weszłam w sali czuć było środki dezynfekujące itp. Po pewnym czasie zrobiło mi się nie dobrze i wyszłam ze szpitala. Usiadłam na ławce, to wszystko tak strasznie mnie przytłaczało... Schowałam twarz w dłonie, co mam robić? Jestem całkiem sama, miałam opiekować się bratem do póki rodzice nie wrócą z konferencji, a tu takie coś! Oni mnie nie zabiją, co prawda nie powinnam myśleć o sobie, ale jestem starsza. Przetarłam oczy i wyprostowałam się, przede mną stała zapłakana dziewczyna, w której poznałam Mirandę, dziewczynę Matta.
-Tak bardzo mi przykro...-Powiedziała dziewczyna.
-Co tam się właściwie stało?-Zapytałam załamana.
-Ja chyba nie powinnam ci tego mówić... Matt mi zabronił.
-Miranda, posłuchaj mnie uważnie. Jeśli zależy ci na swoim chłopaku, to mi powiedz. To bardzo ważne, chcesz pozwolić, aby Lukowi, przeszło to płazem?
-Skąd wiesz o Luku?
-Widziałam go poobijanego na sali, zakładam że to związane, Miranda proszę powiedz mi.-Dziewczyna przygryzła wargę, widać że się zastanawia.
-Oni się pobili, bo... Ja z Mattem przechodziliśmy korytarzem, kiedy usłyszeliśmy jak Luke mówi, że udajesz strasznie niedostępną, założył się z resztą, że przeleci cię w ciągu miesiąca, twój brat się strasznie wkurzył zaczęli się bić, ale wiesz on jest dwa lata młodszy i nienapakowany. Próbowałam go powsytrzymać, ale widzisz gdzie skończyliśmy...-Westchnęła.
-I wszystko jasne... Dziękuje ci, bardzo mi pomogłaś, to się tak nie skończy, pożałuje tego, co zrobił.
-Kate, tylko nie zrób nieczego głupiego, bo skończysz jak Matt, a ja tego nie wytrzymam.
-Wiem, to Miranda jak chcesz to idź do Matta, a ja muszę coś zrobić.-Dziewczyna popatrzyła na mnie uważnie.-Spokojnie, idę do domu, za godzinę będę.-Uśmiechnęłam się i poszłam w stronę mojego domu. Muszę wziąść pare rzeczy dla Matta, lekarz powiedział, że musi zostać, a przecież musi coś tam mieć, bo zanudzi się na śmierć, coś o tym wiem...
*10 LAT WCZEŚNIEJ, OCZAMI KATE*
Mama poszła do pracy, tata też, Matt w przedszkolu, a ja jestem chora, co mam robić przez cały dzień sama? Wstałam z łóżka, zegarek wskazywał 8:05 rano, o tej godzinie leci moja ulubiona bajka! Zeszłam po schodach do salonu, gdzie stał telewizor. Zaczęłam szukać pilota, nigdzie go nie było... Poszłam do kuchni, chciałam wziąźć mleko, z lodówki, i co tam znalazłam? Pilota, oczywiście. Zaczęłam robić sobie płatki, gdy nagle usłyszałam huk w pokoju. Przestraszona, wbiegłam do salonu, co okazało się wielkim błędem. W salonie stało trzech męszczyzn, rozbili okno i weszli. Zaczęłam krzyczeć, nie dziwcie się. Jakbyście się zachowali jako małe dziecko, rodziców nie ma w domu, a przed tobą stali złodzieje? No właśnie.
-Steve, co tu robi dziecko?! Mówiłeś, że dom jest pusty!-Po tych słowach od razu przypomniałam sobie, że u mnie w pokoju jest telefon. Zaczęłam uciekać, wbiegłam jak najszybciej mogłam, jednak złapano mnie.
-I co mamy z nią zrobić?-Zapytał męszczyzna, był strasznie duży, jego głos był niski. Wyglądał jak potwór.
-Trzeba zabrać...-Powiedział drógi pewnie ich dowódca. Zaczęłam się cofać, nie wiedziałam co robić. Jeden z nich wziął mnie na ręce i szybko wybiegł z domu od razu zaprowadził do auta. Zamknęli oczywiście drzwi, abym nie uciekła. Po chwili zaczęli wynosić rzeczy z mojego domu i ruszyliśmy. Przez całą drogę rozmawiali, co by ze mną zrobić.
-Jak ci na imię?-Zapytał szef.
-Kate Evans.-Powiedziałam cicho, miałam zapalenie strun głosowych więc nie mogłam za dużo mówić.
-Czemu siedziałaś w domu, a nie byłaś w przedszkolu?
-Chodzę do szkoły, mam osiem lat i jestem chora.
-Na co?
-Mam zapalenie gardła, nie mogę mówić...- Wtedy oni przestali się mnie wypytywać i znowu zaczęli.
-To jest córka Joego Evansa, są bogaci. Trzeba ją gdzieś wywieść, tutaj ją znajdą.
-Może do Square Wood (wymyśliłam) ?
-Tak, to dobry pomysł. Nie ma tam żywej duszy...- Od rodziców wiem, że ta miejscowość, jest bardzo fajna na wakacje, bo nie ma ludzi, jeździmy tam co roku na wakacje, ciekawe czy o tym pomyślą, miejmy nadzieję że tak. Po jakiś czterech godzinach drogi, zatrzymaliśmy się przed małym domkiem. Powoli z niego wyszłam, męszczyźni zaprowadzili mnie do małego pokoju. Usiadłam na łóżku i co teraz będzie? Siedziałam tak sama z godzinę, wkońcu zasnęłam. Obudziłam się, gdy było już ciemno, poczułam straszny głód i piękny zapach dobiegający z kuchni. Powoli i po cichu zaczęłam się kierować do pomieszczenia, w którym coś gotowano. Stanęłam w drzwiach, bałam się zrobić jeszcze jeden krok do przodu, nie wiedziałam czego mam się spodziewać, jednak reakcja tego męszczyzny bardzo mnie zdziwiła.
-Jak się spało księżniczce?-Zapytał z uśmiechem, biorąc mnie na ręcę i siadając na blacie.
-Dobrze...-Popatrzyłam się na patelnie, na której właśnie robił coś smacznego.
-Jesteś głodna?-Pokiwałam głową na "tak".-Wiesz, kolacja gotowa będzie dopiero za godzinę, więc na razie dam ci banana, dobrze?
-Dobrze...-Podał mi do rąk owoc, który szybko zjadłam.
-Katie...-Popatrzyłam się na męszczyznę.-Nie bój się mnie dobrze, ja nic złego ci nie zrobię. Czuj się tu jak u siebie w domu.
-A gdzie są tamci panowie?-Zapytałam już śmielej.
-Oni wrócili do miasta, ja będę się tobą opiekował.
-Dobrze, proszę pana.
-Nie, proszę pana tylko wujku, okey?
-Spoko.-Uśmiechnęłam się szeroko, przybiłam żółwika i zeskoczyłam z blatu. Szybko pobiegłam do swojego pokoju.Tak naprawdę, nie jest tu tak źle. Wreszcie ktoś się mną zajmuje, przez te osiem lat, bardzo brakowało mi rodziców, a tu? Mam wujka, który jest bardzo fajny. Najgorsze jednak było to, że nie miałam co tu robić. Więc zaczęłam przeszukiwać pokoje, nie było ich dużo. Na górze była łazienka, mój pokój, jeszcze jeden, i garderoba, strasznie WIELKA! Zeszłam na dół do salonu, gdzie leciały wiadomości, usiadłam na kanapie, gdy usłyszałam dźwięk mojego imienia w telewizorze.
-Nowe wiadomości, 8-letnia Kate Evans, zaginęła.-Moje zdjęcie.-Rodzice są zrozpaczeni i apelują o pomoc.-Pokazano moich rodziców, mama była całkiem zapłakana, a tata jak to on, miał kamienną twarz, jedyne co było inne to smutne oczy. Odezwał się tata.
-Nasza córeczka jest chora, została w domu sama, gdy razem z żoną wróciliśmy do niego. Katie już nie było...-Tata rękawem otarł łzy, które także mi zaczęły spływać.
-Proszę, oddaj nam naszą córeczkę...-Wkońcu wtrąciła się moja mama.
-Jesteśmy w stanie zapłacić bardzo dużo, ale Katie ma być cała i zdrowa.-Powiedział na koniec tata i kamera powróciła do prezentera.
-Jeśli ktoś z państwa wie coś o pobycie tej dziewczynki, prosimy o kontakt.-Zaczęłam głośniej szlochać, chcę do mamy, taty i Matta. Jednak pomimo moich próśb spędziłam w tym domu ponad dwa lata, w telewizji mówiono, że nie żyje. Przyzwyczaiłam się do mieszkania w Square Wood. Na początku było ciężko, ale teraz jest dobrze, a na pewno lepiej. Dzisiaj jest dróga rocznica jak to nazwano w telewizji mojej śmierci, a dla mnie porwania. Właśnie oglądałam bajki, gdy do pokoju wszedł wujek.
-Kate, możesz włączyć wiadomości?
-Po co? Przez cały dzień gadają o jednym.
-Proszę.-Z pewną niechęcią przełączyłam na wiadomości, a tam?
-Witamy państwa serdecznie, dzisiaj w studiu gościmy rodziców i brata zmarłej Kate Evans. Jak się państwo czujecie? Od porwania dziewczynki minęły dwa lata.
-Jest bardzo trudno. Casidy (moja mama) rzuciła pracę i opiekuje się domem, nikt w nim nie może przebywać sam. Bardzo brakuje nam Katie, moja żona budzi się z płaczem w nocy i woła, że to jej wina, że nasza córeczka nie żyje. Często wołamy ją podczas śniadania czy czegoś innego, to taki odruch. Wszystkim w całej rodzinie strasznie brakuje Katy, ponieważ ona była bardzo uśmiechniętym dzieckiem i wszyscy pamiętają ją w taki sposób.
-Czy państwo nadal czasem myślą, że ona gdzieś żyje?
-Bardzo byśmy tego chcieli, ale to chyba mało możliwe. Na zawsze będziemy ją pamiętać i wspominać, będzie w naszych sercach.
-Czego byście życzyli Kate?-Teraz wyrawał się mój 8-letni brat.
-Ja bardzo chciałbym prosić, aby dobrze jej się żyło z aniołkami, i chciałbym powiedzieć, że bardzo ją kocham i tęsknie.
-Dziękuję, Matt...-Powiedziałam sama do siebie.
-Teraz wy państwo możecie dzwonić do naszego studia i porozmawiać z rodziną Evans.-Pierwszy telefon i pytanie.
-Co przeszkadza wam normalnie żyć i funkcjonować?
-Pamięć i miłość. Pamiętamy naszą Katie i nie możemy o niej zapomnieć, miłość nie pozwala.-Powiedziała po raz pierwszy moja mama. Drógi telefon.
-Co byście zrobili, aby znowu ją zobaczyć albo usłyszeć?
-Wszystko.-Odpowiedzieli moi rodzice razem.
-Dość, wujku mam dość, proszę przełącz to.-Miałam w oczach łzy.
-Katie, ja wiem że ci ciężko, jeśli chcesz możesz tam zadzwonić, ale nie mów kim jesteś, ani gdzie, dobrze?- Pokiwałam głową, szybki pobiegłam do pokoju i usiadłam do pianina, wzięłam telefon, zadzwoniłam po czym zaczęłam.
Choć byliście tak daleko,
I nie widzieliśmy się bardzo długo,
Nie mogłam o was zapomnieć.
Miłość jest ode mnie ślniejsza,
Pamięć nie pozwala zapomnieć,
Kocham was i zawsze będę.
Choć życie zrobiło nam przykrość,
Nadal was kocham,
I zawsze będę,
Bo miłość nie pozwala zapomnieć,
Jesteście dla mnie wszystkim,
Wasza mała Katie.
Miłość jest ode mnie ślniejsza,
Pamięć nie pozwala zapomnieć,
Kocham was i zawszę będę.
Gdy skończyłam grać i śpiewać tę piosenkę, powiedziałam do nich bardzo ważne słowa.
-Kocham was i tęsknie.-Czerwona słuchawka.Po tych słowach z powrotem poszłam do salonu, gdzie siedział wujek.-Dzięki, za telefon.
-Nie ma sprawy, bardzo ładna piosenka.
-Dziękuję.-Dalej oglądaliśmy wiadomości, jednak mama siedziała uśmiechnięta, tata też. Czyżby się domyślili, że żyje, a te słowa były prawdziwe i kierowane ode mnie, Kate Evans? Tak minął tydzień, jednsk coś się zmieniło. Pewnego dnia, ktoś zapukał do naszych drzwi. Co było dziwne, bo tu nie ma ludzi. Wujek otworzył drzwi i słyszałam słowa.
-Nie ma tu żadnej Kate Evans. To pomyłka.-To może być moja jedyna szansa, aby wrócić do rodziny. Szybko zbiegłam ze schodów, w drzwiach stali policjanci.
-A to kto?-Zapytał jeden z nich z uśmiechem.
-Dzień dobry.-Powiedziałam poważnie.
-Jak się nazywasz?-Zauważyłam spanikowany wzrok mojego porywacza. Po dłuższej przerwie odpowiedziałam.
-Kate Evans...
*****************************************
Hey, hey,hey
Tutaj Olaa, i oto 1 Rozdział, mam nadzieję, że się wam podoba... Pisałam go na telefonie więc sorki za błędy. I co do piosenki, pierwszy raz robiłam coś takiego więc nie bijcie mnie ! Rozdziały będą dodawane co tydzień albo jak będę miała czas. To do następnego !
BUZIAKI, OLAA <3

